Data: 2006-12-23
Godzina: 20:17:34
Temat:Powrót i mnóstwo fotek
Czas na notkę.
W końcu się w sobie zebrałam.
Bardzo długo nie pisałam, więc trudno przypomnieć sobie wszystkie wydarzenia. Z drugiej strony postaram się wszystko streścić, bo jakbym miała wszystko dokładnie opisywać, to pisałabym i pisałabym i nie wyszłoby to na dobre ani mi ani wam.
W szkole, jak w szkole. Raz lepiej raz gorzej. Chociaż wiadomo, zawsze może być lepiej. Jakoś po wakacjach nie mogę się w sobie zebrać. Mam strasznego lenia i nie udaje mi się go wyrzucić. Zawsze miałam lenia, ale od tego roku szkolnego przechodzi on sam siebie.
Podczas wakacji myślałam nad tym, aby w tym roku zrobić certyfikat z angielskiego, wiedziałam dobrze, że będę musiała chodzić częściej na prywatne lekcje i do tego 2 razy w tygodniu kursy. Nawet myślałam, że dam sobie ze wszystkim radę. Angielski, szkoła, konie. W pierwszym tygodniu szkoły jednak zrezygnowałam z tego pomysłu, nie ze względu na lekcje, tylko tak po prostu, postanowiłam, że na studiach zrobię dopiero. I jak na złość okazało się, że ciągle nie mam na coś czasu. A tym cosiem jest w szczególności nauka. Ale nieważne. Mam nadzieję, że w końcu przejdzie mi to.
Jeżeli chodzi o mnie to zmieniłam image, a dokładniej, mam grzywkę ;) Myślę, że była to dobra zmiana.
A od stycznia całkowicie spadła moja odporność fizyczna. Zazwyczaj (czyli całe życie) prawie w ogóle nie chorowałam, może raz na rok tylko lekkie przeziębienie. A teraz całym rokiem katar, kaszel, dla odmiany jeszcze czasami się zwiększają, dochodzi temperatura i jest po prostu cudnie… Żeby było jeszcze lepiej to teraz mam jakieś bakteryjne zakażenie w lewym oku, nie mogę nosić soczewek, a krople i żel do oka muszę wpuszczać 5 razy w ciągu dnia, wchodzi w to wstawanie ok. 6 ;/ Na szczęście 28 mam kontrolę i powoli mi to przechodzi.
W tym roku całkowicie odmówiła posłuszeństwa moja komórka i musiałam sobie sprawić nową. Wybrałam Sony Ericssona Z520i. Bardzo fajny. Żeby było jeszcze lepiej, to w wakacje przepalił mi się monitor. Tak, przepalił się. Najpierw obraz dziwnie migał, żeby w końcu z monitora uszedł dym. Więc kolejny wydatek.
Ostatnio zaczęłam jeździć z tatą samochodem. Tak, dał mi samochód :D Całkiem fajnie się jeździ, i pochwalę się, że nawet nie przejechałam przechodzących ludzi, ani nie uderzyłam w samochód, który mijałam. Oczywiście na razie uczę się na bocznych drogach piaszczystych. Nawet nie przejechałam rowerzysty samobójcy. Dobrze widział, że jadę, a nie zawrócił i nie uciekał z popłochem :D Ogólnie ostatnio mam szał na samochody. Tak dokładnie.
Podobają mi się w szczególności takie mniejsze terenówki, a w szczególności samochody sportowe :D Mój typ na razie to Opel Calibra coupe, oczywiście nie mówię tutaj o takich super, extra hiper, tylko taki jaki mogłabym mieć. Mama to już nie chce słyszeć o samochodach, a tym bardziej, że chcę sportowy :P Jak ona może myśleć, że będę nim szybko jeździć :D
Szał mam również, ale to jak zawsze, na konie. Przeglądam sobie ogłoszenia z sprzedażą źrebaków. Bardzo przyszłościowo już mam obraz własnego wierzchowca. Wiek 1,5-2 lata. Pewnie nadejdzie taki okres w życiu, gdy będę musiała wybierać między samochodem, a koniem. Będzie ciężko, ale może coś się wymyśli ;)
A i jakbym mogła zapomnieć o szaleństwie zakupowym. Oczywiście w szczególności końskie. Szykuję wyprawkę dla przyszłego koniska :D Pewnie jeszcze taki się nie urodził, ale co tam;) Zawsze się przyda.
Teraz konie. W ważniejszych spraw, to zdałam kurs dla lonżujących i mam licencję. Kurs był w Łącku, a prowadził go pan Andrzej Sałacki. Niesamowity człowiek.
Po wakacjach byliśmy na czempionacie źrebiąt w Aromerze. Brał udział nasz Aronek. Nie zdobył żadnego mniejsca, ale dostał bardzo dobre noty w szczególności za pokrój i stęp po 9,5 od każdego sędziego. W kłusie i galopie się nie pokazał, na to, co potrafi, ale to też trochę nasza wina, bo nie był w ogóle przygotowywany. Za to wielkie wrażenie zrobiła na wszystkich jego matka, Ascona. Była bardzo duża konkurencja wśród źrebaków sp. Wiele pięknych koni. Ciekawe jak będą wyglądały za 2 lata. Szczególne wrażenie zrobił na wszystkich zwyciężca wśród ogierków Hip Hop. Niesamowity źrebak z powalającym ruchem. W kłusie i galopie po prostu płynął.
W wakacje byłam na OOM w Walewicach. Oglądałam ujeżdżenie i część skoków. Sam ośrodek jest bardzo duży, idealne miejsce dla koni i jeźdźców. Mnóstwo ogromnych padoków, placy do jazdy zarówno ujeżdżenie, jak i skoki jak i cross.
Co do koni u nas. Źrebaki szybciutko rosną, szaleją na wybiegu razem z dorosłymi. Kobyłki na nowo zaźrebione. I nowa stajnia jest w trakcie budowy. Stary wybieg już nie jest ogrodzonym pastuchem, ale białym ogrodzeniem. Co do jazd to bardzo dobrze. Z Czantorką coraz lepiej. Już dochodzi do siebie. Wskazuje na to fakt, że ostatnio, gdy wieczorem stępowałam na niej, baaardzo chciała przejść do kłusa, to ją przytrzymałam, to oczywiści musiała wykazać swoje niezadowolenie waląc z zadu. Czyli Czantoria w pełni sił :D Kilka razy byłam z nią w samotnym terenie. Bardzo fajnie było. Oczywiście na razie tylko stęp. Odważna jest ;) Ostatnio nawet po wielu bólach udało mi się ją nakłonić aby weszła do kałuży. A w ostatnim terenie miałyśmy przygodę, bo postanowiłam, że wjedziemy do lasku od innej strony. Przed nami była wielka gałąź, to się schyliłam. Gdy ja minęłyśmy, to zanim się zorientowałam, a moje siodło przekręciło się na bok konia, a ja jeszcze siedziałam na nim. Próbowałam je przemieścić na właściwe miejsce, ale nie dało się. Więc zsiadłam. Poprawiłam siodło (popręg był na maxa) i próbuję wsiadać (dodam, ze Czantoria jest najwyższa z wszystkich koni w stajni, 170 to już chyba ma, jak nie więcej) Siodło znów się przekręca. Już myślałam, że będę obok niej wracała do stajni, ale wpadłam na pomysł, żeby znaleźć jakąś górkę i z niej wsiąść. Poszukałyśmy i znalazłyśmy. Jeszcze kilka moich mozolnych prób wsiadania z przekręcającym się siodłem i kręcącym się koniem, aż Czantoria dała sobie spokój, ustała ładnie, a w momencie gdy się odbijałam popchnęła mnie lekko głową ;) i wsiadłam ;) I tak szczęśliwie wróciłyśmy do stajni. Ostatnio często jeżdżę na Asconie. W wakacje uczyłyśmy się razem skakać, nawet dobrze nam wychodziło. Teraz głównie na niej ćwiczę dosiad, czyli mnóstwo ćwiczebnego, bo od jazdy w krótkich strzemionach i głównie w półsiadzie popsułam sobie dosiad. A więc męczymy się. I staramy się coś razem popracować co do ujeżdżenia. Narazie początki są trudne, ale później będzie lepiej. Na Amelce przez jakiś czas nie jeździłam, a wcześniej chodziła super, coraz lepiej się z nią dogadywałam. A po przerwie tragedia. Zero reakcji na dosiad, przyjęcia wędzidła. Długa praca przed nami. Na razie chyba z 2 razy po przerwie na niej jeździłam, więc jeszcze zero poprawy. A wcześniej w wakacje w tereny wybieraliśmy się głównie do lasku, świetnie tam jest. Czasem też na Białobrzegi, znaleźliśmy nowe ścieżki :D
Teraz już fotki, bo rozpisałam się za bardzo, a tak jeszcze nie wszystko streściłam.
Gdy jechałyśmy za bryczką do ślubu:




Pierwsza jazda na Czantorii po przerwie:

Ostatnio:

Jazdy na Asconie:





Przygotowania do jazdy:


Ascona:


Aron:





Z czempionatu. Aron i Ascona:


Zwyciężca czempionatu wśród og. sp Hip Hop:



Amelka:


















Czantoria:



Carmen:







Celesta:


Calderon:











Źrebaki:


Z zawodów w Łącku:


























Mój typ samochodu za całe 12 500:


Wesołych Świąt
(bez śniegu w ogóle nie czuć tej świątecznej atmosfery ;( )

By:
skomentuj (6)

------------


------
The Shadow of the Past
2006
grudzień
czerwiec
maj
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2002
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
Księga Gości©Wodze©Www©Link me©Kontakt©Licznik©Inne©Lay©